20 June 2018

Felietony dla kierowców

Omawiając zjawisko klina wodnego M. Dębicki po­daje następujący przykład dla zobrazowania tema­tu. Załóżmy, że obszar styku jednej opony z na­wierzchnią jezdni ma kształt prostokąta o szero­kości 10 cm i długości 15 cm. Będzie to obszar 150 cm.

Załóżmy następnie, że grubość warstewki wody na jezdni wynosi tylko 1 mm, a przecież wody tej mo­że być znacznie więcej. Otóż przy podobnych para­metrach samochód jadący z prędkością 90 km/h (jest to mniej więcej 10 tysięcy obrotów koła na minutę), musi odprowadzić spod każdej opony 150 litrów wody na minutę. Przypominam, że woda ta musi być całkowicie, odprowadzona na zewnątrz, a więc poza powierzchnię styku opony z jezdnią. Niezależnie od znaku spotkać można specjalne rę­kawy z wiotkiej tkaniny wskazujące kierunek wia­tru.

Warto przypomnieć, że boczny wiatr, działający zmiennie i powodujący boczne znoszenie kół samo­chodu wymagające odpowiedniego nacisku na kie­rownicę, jest szczególnie groźny na łukach pozio­mych. Kolejne najbardziej niebezpieczne miejsca to wysokie nasypy, odcinki o dużych pochyleniach, granice lasów i zabudowy, jak również mosty, szcze­gólnie te mające pełne balustrady. Pamiętajmy więc, że wjeżdżając z terenu otwartego w strefę zacisza, łatwo można w wyniku „zarzucenia” samo­chodu, znaleźć się poza drogą.

Omawiane niebezpieczeństwo staje się szczególnie realne, gdy jezdnia jest śliska, samochód lekki, a kierowca niedoświadczony, przy czym prędkość ja­zdy nie jest tu obojętna.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Otóż przy suchej jezdni, zagrożenie ze strony bocz­nego wiatru łączy się w zasadzie tylko z jego zmiennym działaniem. Zaskoczony kierowca może nie zdążyć skompensować odpowiednim skrętem przednich kół nagłego nacisku wiatru. Jazda na te­renie otwartym z reguły żadnego zagrożenia nie wywołuje, nawet gdy wiatr jest silny. Co innego na jezdniach śliskich, a przede wszystkim oblodzo­nych. Silny wiatr boczny może przesunąć samo­chód z jego toru powodując poślizg, któremu nie można przeciwdziałać żadnym manewrem kierownicy. Pozostaje więc powolna jazda, aby jakoś so­bie poradzić z tym bocznym wiatrem. Zapewne niejeden doświadczony kierowca pomyśli, że nie powiedziałem niczego nowego, ani odkryw­czego i będzie miał rację.

Przedstawiona dyrektywa występuje zresztą bodaj we wszystkich przepisach drogowych świata. Sta­nowi ona jakby regułę generalnej nieufności do każdego uczestnika ruchu. Po prostu trzeba prze­widywać, że nagle zahamuje. Ustalenie jaka odle­głość jest bezpieczna, nie wydaje się przy małych prędkościach trudne. Trudności wzrastają jednak przy wzroście prędkości jazdy. Dochodzi wówczas do częstych błędów w ocenie odległości bezpiecz­nej, a następnie do najechania na tył gwałtownie hamujących pojazdów. Wypadki takie są najczęst­sze na autostradach właśnie dlatego, że prędkość jest tam największa.

Jest wiele rad, jak określić odległość bezpieczną. Jedna z nich, trochę infantylna, polega na koncep­cji, by ustalić odległość w metrach, według pręd­kości w km/h. Jeżeli jedziemy 100 km/h, to 100 m za innym samochodem, jeżeli 80 km/h, to 80 m itd., aż do absurdu, bo przecież przy prędkości 30 km/h wcale nie trzeba jechać aż 30 m za innym pojaz­dem. Taka jazda byłaby jawnym marnotrawstwem miejsca na jezdni i przejawem przesadnej ostroż­ności.

Jak więc ustalić odległość? Myślę, że najlepszym sposobem jest stosowanie się do reguły dwóch se­kund. Chodzi o jazdę w takiej odległości za innym, aby znaleźć się w miejscu obok którego, będący przed nami samochód akurat przejeżdża, nie wcześ­niej niż po upływie 2 sekund. W praktyce usta­lamy odległość bezpieczną jadąc za innym pojaz­dem tak, że obserwujemy jakiś punkt, np. drzewo obok którego on przejeżdża, po czym odliczamy dwie sekundy sprawdzając, czy nie znaleźliśmy się przy tym drzewie wcześniej, a więc przed upływem dwóch sekund. Jeżeli wcześniej, tzn. że odległość” od samochodu jadącego przed nami była zbyt mała, łatwo. Po pierwsze, nie ma nakazu stosowania pa­sów w miastach, po drugie — każdy by na pewno zapiął, gdyby dopuszczał do swej świadomości praw­dopodobieństwo wypadku. Po trzecie — ludzie wstydzą się zapinania pasów, bowiem słusznie, czy niesłusznie, ale uważają, że wygląda to na przy­znanie się do nieumiejętności jazdy. Pas to tro­chę tak jak zielony liść. Ostatecznie jeśli ktoś dobrze jeździ, to nie spowoduje wypadku, a jak nie spowoduje wypadku, to po co mu pas. Wreszcie po czwarte — pasy w każdym razie w dotychczaso­wym ich kształcie, zapinają się dość kłopotliwie, a wszyscy jesteśmy leniwi.

Uważam, że nie ma większego sensu przekonywa­nie o skuteczności pasów. Jest to prawda banalna. Każdy o tym wie, nawet bez badań, ot po prostu na zdrowy rozum. Jeżeli więc kierowcy nie zapinają pasów, to nie dlatego, że wątpią w ich skuteczność. Istnieją natomiast wspomniane na wstępie cztery przyczyny i warto zastanowić się, co można zrobić, żeby je zapinali.

Otóż na pewno można wydać nakaz administracyj­ny. Jego skuteczność zależeć będzie jednak od ja­kości kontroli i stopnia zdyscyplinowania społeczeń­stwa. Będąc niedawno w Niemczech nie widziałem ani jednego kierowcy „bez pasów”. Jak będzie u nas — zobaczymy. Nie jestem optymistą.

Motoryzacja

Nasi partnerzy

Sklep Muzyczny PASJA
https://sklep-muzyczny.com.pl
Instrumenty muzyczne i akcesoria Warszawa.
Gitary, wzmacniacze, pianina i wiele innych.

Ostatnie artykuły

Pas ruchu

Czy mógł?

Śliska jezdnia

Odmowa jazdy

Uprzywilejowanie

Etyka kierowcy zawodowego

O statystyce

Jazda zimą, cz. 2

Jazda zimą

Wyprzedzanie i cofanie

Uprzejmość

Uwaga na wzrok i serce

Propaganda grozy

Karty drogowe

Cena życia, cz. 2

Cena życia

Dobre rady